W ciągu ostatnich dwóch tygodni w naszym domu pojawiły się kolejne dwa mioty charcików włoskich, tym samym jesteśmy już prawie na finiszu, jeśli chodzi o plany hodowlane na ten rok. Jeszcze dużo się będzie działo, ale już z myślą, że jesień w tym roku będzie u nas bardzo spokojna.
W miotach M-3 i N-3 powitaliśmy w sumie 11 szczeniąt. Proporcje ułożyły się dość przewrotnie, bo mamy tylko 3 suczki i aż 8 chłopaków. Kolorystycznie za to pełna przyjemność dla oka. Pojawiły się maluchy w całej palecie typowych dla rasy odcieni: od bardzo jasnych, kremowych tonów, przez cieplejsze izabelki, az po czarnego rodzynka. Na tym etapie to jeszcze cisza i spokój i każda mamusia w zasadzie sama ogarnia swoje dzieciaczki, ale dobrze wiemy co nas czeka, że już niedługo zacznie się prawdziwe piekiełko ^^


Jako pierwszy – w nocy z 17 na 18 kwietnia – rozpoczął się poród miotu Bomby jr. i Kotleta. To połączenie powtórzyliśmy z premedytacją, bo zeszłoroczne dzieciaki tej pary wyrosły na piękne, silne i cudowne charciki włoskie – z tego miotu (C-3) zresztą w naszym stadzie została Szyneczka. Bomba jr. ponownie nie zawiodła i podobnie, jak ostatnim razem, urodziła silne, zdrowe maluchy w każdym możliwym odcieniu. Pierwszy, szary samiec: Microdose’ to jeden z dwóch największych obecnie chłopaków. Mamiya’ to śnieżnobiała, drobniejsza suczka z doskonałą pigmentacją. Mickey’Finn to najmniejszy, czarny jak smoła chłopak, z białym znaczeniami na paluszkach, piersi i bródce. A na koniec Mozey’, czyli nasz „pomarańczowy” samiec, który najpewniej wybarwi się tak pięknie, jak jego starszy brat z zeszłego roku – Pixel (Chartbeat Chimi’Churri).




Trzy dni później, również w nocy, rodzić zaczęła Abra, załatwiając całą „sprawę” w niecałe dwie godziny. Tym razem planując przyszły miot, postanowiliśmy ponownie sięgnąć po geny Rania, który jest w tym roku bardzo zapracowanym samcem ^^ To było sprawdzone połączenie, do którego mieliśmy zaufanie, bo ta para dwa lata temu, miała już wspólne szczenięta (miot P-2). Patrząc na niewielki, wręcz niepozorny brzuch mamusi, absolutnie nie spodziewaliśmy się takiego finału. Siedem szczeniąt i to jeszcze w tak pięknie rozłożonej palecie kolorów. Ten miot aż prosił się o nazwy, które będą z tymi kolorami rezonować. Nirrhe’, Nacree’ i Névé, trzej kremowi bracia, do tego stopnia do siebie podobni, że dla własnego spokoju oznaczyliśmy ich wstążeczkami. Noisette’ i Neem’: siostra i brat w ciepłym, orzechowym odcieniu. I na koniec Navaho’ oraz Nuussuaq’, szara suczka i szary piesek.








