W końcu – w tym całym pośpiechu, który ostatnio nam towarzyszy, udało się na chwilę zwolnić, złapać aparat i uwiecznić to, co najpiękniejsze: codzienny rozwój naszych szczeniąt. A na zdjęciach wylądowały trzy mioty: U, W, Y -3. Dla części z nich to prawdopodobnie ostatnia sesja w naszym domu – za chwilę ostatnie przygotowania, pakowanie wyprawek i w ciągu najbliższych dwóch tygodni część z nich wyruszy już do swoich nowych domków.
Miot U-3, czyli nasi najstarsi, dziesięciotygodniowi chłopcy, rozwijają się naprawdę imponująco i jestem z nich ogromnie dumna. Będą to charciki z tej eleganckiej, klasycznej półki – smukłe, z pięknymi główkami, wielkimi okrągłymi oczami i urzekającym spojrzeniem. Ich czarne, gęste futro aż błyszczy, a stabilne charaktery potwierdzają, że Bomba i Kotlet dali im dokładnie to, co w nich najlepsze.


Miot W-3 to rozkręcające się gagatki, które dokładnie dzisiaj kończą ósmy tydzień życia. Wchodzą w etap, w którym każda chwila spokoju to niepokojący luksus, bo one są dosłownie wszędzie. Ich intensywne, głośne pogawędki rozbrzmiewają od świtu do zmierzchu, jakby miały nieograniczony zapas tematów do omówienia – i zupełnie zerowe zainteresowanie ciszą (ironia losu, biorąc pod uwagę imię matki). Mimo tego wszechobecnego chaosu, miot rozwija się bardzo ładnie. Większość maluchów to niemal dosłowne klony Ciszy. Są już po badaniach serca i wzroku, które przeszły wzorowo, a jutro czeka je oficjalny przegląd hodowlany.






I najmłodszy z tej ekipy – miot Y-3, w niczym nie ustępuje starszym szczeniętom. To śliczna, bardzo zgrana dwójka rodzeństwa o cudownie pogodnych i otwartych temperamentach. Cały czas gotowe do zabawy, ale też zaskakująco dobrze czytające emocje. Właśnie skończyły siedem tygodni, a już teraz widać, że to szczenięta z tych „złotych” – łatwe w kontakcie, stabilne, a jednocześnie pełne życia. Podobnie jak ich starsi koledzy, mają już za sobą badania serca i oczu – i wszystko wygląda pięknie.



