Lokalizator dla charcika

Charcik włoski to pies ekstremalnie szybki, wrażliwy, o ekspresowej reakcji na bodźce. To połączenie sprawia, że ryzyko nagłego wystrzału w pogoń jest wyjątkowo realne, nawet u psów idealnie wychowanych i świetnie odwoływalnych na co dzień. Lokalizator nie jest więc gadżetem, ale formą ubezpieczenia: działa wtedy, kiedy zawiedzie absolutnie wszystko inne. To szczególnie ważne u rasy, która potrafi pokonywać duże dystanse w krótkim czasie i łatwo gubi orientację, gdy przełączy się w tryb panicznej ucieczki.

Co to jest Smart Tag?

To najprostsza forma lokalizatora, działającego w oparciu o Bluetooth. To zarazem bardzo sprytne, małe urządzenie, którego siła polega na ogromnej, globalnej sieci urządzeń z systemem iOS. Taki Smart Tag wysyła sygnał, który jest odbierany przez iPhone’y i inne sprzęty Apple znajdujące się w pobliżu. Te natomiast przekazują dalej jego pozycję do aplikacji „Znajdź” (Find My). Dzięki temu lokalizator działa znakomicie tam, gdzie ludzi jest dużo: w mieście, na osiedlach, czy w galeriach. Gdy wokół krąży wiele urządzeń, sygnał odbija się od setek telefonów, więc pozycja psa może być aktualizowana często i dość precyzyjnie. Plusem jest też wyjątkowo długo działająca bateria (nawet rok).

Problem pojawia się w miejscach odludnych, gdzie nie ma w pobliżu nikogo z iPhonem, czyli las, pole, przedmieścia, czy wieczorne spacery w mniej uczęszczanych rejonach. Taki Smart Tag nie jest bowiem autonomicznym nadajnikiem i łączy się z telefonem tylko do kilkudziesięciu metrów. Łatwo więc stracić jego sygnał, a lokalizacja zaktualizuje się dopiero wtedy, gdy ktoś z telefonem przypadkowo znajdzie się w jego zasięgu. Dlatego Smart Tag jest niezlym lokalizatorem „miejskim”, ale nie zastępuje śledzenia GPS, jeśli liczy się pełna niezależność od otoczenia. Dla charcika, który w kilka minut potrafi znaleźć się dwa kilometry dalej, to czasem za mało. Dlatego takie rozwiązania sprawdzają się głównie jako dodatkowe zabezpieczenie, a nie jako główna metoda odnajdywania psa.

A czym są lokalizatory GPS/GSM?

Urządzenia działające w oparciu o GPS i sieć komórkową (np. Tractive, Kippy, Weenect) są, podobnie jak telefon, wyposażone w kartę SIM i przez internet mobilny wysyłają lokalizację bezpośrednio do właściciela (do aplikacji śledzącej). Nie potrzebują innych urządzeń, przechodniów, tłumu ani ruchu miejskiego. Działają wszędzie tam, gdzie jest sygnał sieci GSM.

W teorii siecią tą jest pokrytych 99% miejsc, ale w praktyce dobrze wiemy, że w środku lasu, dodatkowo nisko przy ziemi, często zasięgu nie ma. Dlatego to również nie jest w 100% idealne urządzenie. Minusem jest na pewno wcale niemała, miesięczna opłata za transmisję danych, choć w kontekście bezpieczeństwa, wiadomo, że koszt nie ma znaczenia. Bateria w takim urządzeniu działa około 3 dni (w ciągłym użytkowaniu), w trybie oszczędnym (bez live trackingu) do 10 dni. Minusem jest też spora wielkość trackera. Właściciele charcików często kupują rozmiar dla kota.

Które rozwiązanie jest dobre dla charcika?

Szczerze? W przypadku charcika włoskiego najbardziej racjonalne podejście to połączenie dwóch technologii. SmartTag/AirTag jako dodatkowy „backup” oraz GPS/GSM jako właściwe narzędzie, które pozwoli odnaleźć psa, gdy dojdzie do nieplanowanej ucieczki. Dla charcika, który potrafi zniknąć za zakrętem w trzy sekundy, liczy się niezależność lokalizatora. Dlatego systemy, które nie polegają na ludziach w pobliżu, są zwyczajnie bardziej pewne.

Charcik nie musi być „uciekinierem”, żeby lokalizator miał sens. Wystarczy jeden moment, jedno spłoszenie, jeden głupi przypadek. Lokalizator przez większość czasu jest zbędny, ale w tej jednej krytycznej sekundzie może zadecydować o wszystkim. Nic nie zastąpi jednak zdrowego rozsądku! Są miejsca, w których po prostu charcika nie spuszczamy ze smyczy, bo to nie jest pies, który będzie chodził przy nodze w pobliżu ruchliwej ulicy. Co ważne, żaden lokalizator nie zagwarantuje przeżycia. Wystarczy ucieczka w panice i kolizja z samochodem.

Najważniejszym „systemem” ochrony przed tragedią jest więc uwaga i troska opiekuna. Każdy inny gadżet to tylko dodatkowe wsparcie, a najlepiej, gdy wszystko działa wspólnie.