Kilka dni temu powitaliśmy już ostatnie zaplanowane na ten rok szczenięta. To dość nietypowo szybkie zakończenie sezonu, ale plan był taki, żeby po kilku latach życia wyznaczanego przez terminy kryć, porody, nocne czuwania i niekończące się prania, pierwszy raz od dawna mieć odrobinę oddechu. Marzy nam się spokojna jesień, bez wszędobylskich maluchów. Oczywiście znamy siebie na tyle dobrze, żeby podejrzewać, że po kilku tygodniach zaczniemy tęsknić za szczenięcym chaosem, ale mimo wszystko potrzebujemy odpocząć.
Jesienne i zimowe mioty zawsze są dla nas większym wyzwaniem. Pogoda nie rozpieszcza, dni są krótkie, a możliwości socjalizacji szczeniąt znacznie bardziej ograniczone niż wiosną czy latem. Trudniej zapewnić maluchom tak różnorodne doświadczenia, trudniej korzystać z ogrodu. To też dużo bardziej wymagający okres dla nowych opiekunów, którzy odbierają swoje maluchy w czasie, gdy świat za oknem zachęca raczej do siedzenia pod kocem niż do nauki załatwiania na zewnątrz.
Na sam koniec zostawiliśmy sobie jednak prawdziwą wisienkę na torcie. W odstępie dwóch dni urodziły się dwa mioty: O-3 i P-3, a ojcem wszystkich szczeniąt został nasz ukochany Ciastek. Nie jest tajemnicą, że mamy do niego ogromną słabość, bo to samiec, który zachwyca nie tylko urodą, ale przede wszystkim charakterem. To pies niezwykle pogodny, otwarty, stabilny emocjonalnie i doskonale odnajdujący się w każdej sytuacji. Cała ósemka maluchów, czyli sześć szczeniąt Zany i dwie dziewczynki Danuszki, przyszła na świat silna, zdrowa i pełna energii.
Miot Zany
Tego połączenia szczerze nie mogłam się już doczekać. Zana to suka z piękną głową i bardzo liczyłam na to, że Ciastek dorzuci tu od siebie trochę swojej urody, szlachetności i elegancji i razem wyczarują coś naprawdę wyjątkowego. Na świat przyszło w sumie sześć maluchów we wszystkich kolorach charcikowej tęczy z nieprawdopodobnie długimi ogonami. Poród przebiegł ekspresowo, a Zana ogarnęła wszystko absolutnie sama, mimo wcale nie najmniejszych wag urodzeniowych szczeniąt. W miocie jest czterech chłopaków: Oo’llie to ciemnokremowy samiec z bardzo wyrazistym pigmentem, Ozzi’que to śnieżnobiały chłopak u którego już pojawia się piękny, ciemny pigment, szary Otsee’, dwie czarne suczki: Oly’lou i Osh’ka, a na koniec czarny samiec O’zark, który najpewniej finalnie wybarwi się na ciemnobrązowego seal’a.







Miot Danuszy
W tym miocie mamy silny udział genów Taffy, która występuje po obu stronach rodowodu, jako babcia i prababcia miotu. To piękna utalentowana, utytułowana i zdrowa suczka z bardzo wyrazistą osobowością, której leci właśnie jedenasty rok życia, a która cały czas zachowuje się, jak charcikowy podrostek. Mam przeogromną nadzieję i bardzo liczę na to, że dzieciaki Danutki to będą właśnie takie małe Taffinki i już nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, co z nich wyrośnie. A urodziły się dwie suczki: Pralinette’, czyli czekoladka i Picanterié, suczka o niesamowicie pięknym odcieniu szarości, wygląda dosłownie jakby była niebieska. Przed nami jeszcze wiele tygodni pracy, socjalizacji, obserwacji i podejmowania ważnych decyzji, tym bardziej, że mamy w tym roku rekordową kumulację szczeniąt w jednym momencie. Jest bardzo intensywnie, ale małymi kroczkami zmierzamy ku wyczekanemu resetowi.




