Agata Juszczyk

Opublikowane 31 sierpnia 2017

Ilu miłośników chartów, tyle historii. Któregoś dnia pomyślałam, aby stworzyć cykl mini wywiadów ze znajomymi charciarzami, hodowcami, właścicielami psów sportowych, sędziami. Ciekawi mnie, jak to się u nich zaczęło, jakie są ich cele i marzenia, cienie i blaski życia z chartami.

Agata z chartami żyje już kilkanaście lat. Nie znam chyba drugiej tak “zacharconej” osoby, jak ona. Mam wrażenie, że jej myśli wciąż krążą wokół jednego – i to jest piękne. O chartach i o wszystkim wokół chartów można z nią rozmawiać godzinami.

Hodowczyni borzojów pod przydomkiem Z Jurajskich Biskupic w tym wielu championów i interchampionów wystawowych i wyścigowych. Właścicielka greyhoundów i saluki. Matka – założycielka CHARTcorowego Crew, organizatorka CHARTcorowych Coursingów i CHARTcorowej Akademii, pomysłodawczyni Polskiego Festiwalu Chartów, sekretarz Klubu Charta w Polsce (2011-2017), polski delegat do Komisji Wyścigów Chartów (CdL) przy FCI (2013-2017).

Twoja historia z chartami jest długa, bujna i wielowątkowa tak myślę – opowiedz kiedy Ciebie trafiło?
Zainfekowałam się w latach 70-tych. W sąsiedniej kamienicy mieszkał pewien dżentelmen z trzema borzojami. Codziennie schowana w cieniu bramy wypatrywałam owego dżentelmena. W czasach, kiedy w sklepach spożywczych były tylko szklanki i ocet, a wszystko dookoła było szare, ten widok przenosił mnie w zupełnie inny wymiar. Marzenie swoje spełniłam dopiero w 2002 roku, przywożąc z Rosji swojego pierwszego borzoja. No i popłynęłam…

Czy wraz z pojawieniem się kolejnych psów, musiałaś z czegoś w życiu zrezygnować?
To nie była rezygnacja, to był świadomy wybór. Ale tak, rezygnowałam, a raczej rezygnowaliśmy, bo były to wybory wspólne z mężem. Kładliśmy na jedną szalę wakacje, a na drugą zakup psa, remont lub wyjazd do zaprzyjaźnionej hodowli. Krycie, trening w Alpach, zawody czy nowy samochód lub wykończenie domu. Zawsze musisz wybrać, chyba że jesteś milionerem! Zawsze ten wybór wiązał się z celem do jakiego dążymy. My położyliśmy na psią szalę wiele i nie marudzimy, jak czasami trzeba zacisnąć pasa. To nasze życie, jest nam z tym dobrze i nie mamy zamiaru go zmieniać. Dajemy dużo naszym psom, ale i one wiele nam dają.

A co jest Twoją największą pasją, hodowla, czy bardziej sport, a może wystawy?
Chart sam w sobie. Kiedy na początku skupiałam się na wystawach, wydawało mi się to wtedy istotą hodowli. Z biegiem czasu zaczęłam czuć psy, z którymi żyje. Zaczynasz wtedy wgłębiać się w historię powstania rasy, śledzisz hodowle, zauważasz niuanse, a potem te wszystkie elementy tworzą jedną całość, przedstawiając psa myśliwego – wspaniałego charta. Nie da się, a raczej nie powinno rozgraniczyć użytkowości i eksterieru, bo na dobre to wielu rasom nie wychodzi. Coraz częściej widzimy saluka z kątami, które nie pozwoliłyby mu przemieszczać się po piachach pustyni, coraz częściej na ringach wystawowych spotykamy limfatycznego borzoja z włosem do ziemi. Hodowcy idą w tę stronę, bo takie psy się podobają, ale według mnie to są kroki w stronę utraty użytkowości, a co z tym nierozerwalne – rasy. W drugą stronę dzieje się dokładnie tak samo. Hodujemy, aby uzyskać bardziej wytrzymałego i szybkiego psa. Często robimy wszystko, aby wygrać. Tylko czy to jest pasja i miłość do rasy?

W takim razie z którego z Twoich psów jesteś najbardziej dumna w sensie tej równowagi – “użytkowo-eksterierowej”? Albo może który jest najbliższy Twojemu ideałowi?
Chyba nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie. Cały czas jestem w drodze, bo hodowla to proces w czasie, a ja nigdy nie jestem zadowolona z efektów, choć one nakreślają drogę mojej marszruty hodowlanej. Z pewnością Rabarbar pokazał mi, że można biegać i można wygrywać wystawy. To pierwszy borzoj w Polsce i chart w ogóle, który uzyskał wszystkie trzy międzynarodowe championaty FCI – Piękna, Piękna i Pracy oraz Wyścigów. Każdy z psów, który pojawia się w naszym domu czegoś nas uczy. Każdy szczegół anatomiczny ma znaczenie, jeśli biegamy. Różnorodność hodowlana (chyba każdy przechodzi przez to przy pierwszych miotach) daje niesamowitą lekcję pokory i wspaniałą naukę. Genetyka nie jest tak łatwa do przewidzenia, jakby się wydawało, a doświadczenie to coś, czego nigdzie nie wyczytamy. Borzoja marzeń mam ciągle w głowie, choć w każdym miocie znajdę tego, który pasuje do mojego idealnego obrazu. Siądę na dupie dopiero wtedy, gdy mioty będą równe, a typ jaki wyhoduję będzie do tego obrazu pasował. Mam nadzieję, ze jeszcze chwilę pożyję i będę mogła cieszyć się tym co uzyskuję. Nie ma ideałów, ale to nie znaczy, że nie mamy w tę stronę dążyć.

Rabarbar pierwszy, ale w ogóle to dużo macie tych “pierwszych” – najlepszym przykładem ostatnie Mistrzostwa Europy. A jaki jest, taki jeden, najważniejszy sukces? Choć było ich bardzo wiele.
Tak, takich momentów, gdzie łza się w oku kręci z radości było wiele. Trudno wybierać między Mistrzem Świata na zawodach, czy Zwycięzcą Świata na wystawie. Z pewnością wszystkie tytuły użytkowe są dla nas ważniejsze, bo za tym idzie najzwyczajniej nasza praca. Praca Twoja i Twojego psa. Musicie się nieźle nabiegać, aby stanąć na najwyższym podium. A sukcesu upatruję w tym, że najzwyczajniej pokochaliśmy to co robimy. Jeśli nie będziesz wkładać serca w to co robisz, nie osiągniesz wiele. Praca z psem to nie odpalenie motoru, a kiedy się znudzi odstawienie go do garażu.

Jest jeszcze jakieś podium, albo tytuł o którym marzysz?
Tak. Jest podium, które mam w głowie. Podium, na którym stają właściciele psów wyhodowanych przez nas. To podium to radość, którą dają nasze charty innym. Nie tylko wygrywając, ale i zarażając i zmieniając życie właścicieli. To podium to mój cel i mój idealny borzoj i cała otoczka z tym związana. Jeśli kiedyś będziesz widziała mnie wchodzącą na ring ze łzami w oczach, to będzie znak, że wchodzę z moim ideałem. Mogę wtedy stać ostatnia w stawce, bo zdaję sobie sprawę, że moje marzenie odbiega od obowiązujących kanonów wystawowych w rasie. Ale będę wtedy najszczęśliwsza. Zwykłam wysoko ustawiać sobie poprzeczkę, więc przyjmuję do wiadomości, że może być i tak, że nigdy do wspomnianej sytuacji nie dojdzie, bo ja będę się czepiać falującego nie w tę stronę włoska. Moje podium to codzienny widok za oknem.

Ładnie powiedziane, to chyba jest najlepsza puenta.
Nie wiem czy najlepsza, z pewnością moja.

Bardzo Ci dziękuje za poświęcony czas.
Wariatka.

Zdjęcia: Anifotografia, Markéta Sousedíková, Agata Juszczyk

Brak komentarzy

Skomentuj

wypełnij brakujące pole (ochrona przed spamem) *