Spacer z charcikiem – rodzinne szaleństwa

Opublikowane 14 sierpnia 2020

Kiedy tylko mamy wolny weekend i dopisuje pogoda, już od kilku lat umawiamy się z właścicielami naszych maluchów na nadwiślańskich plażach. Takie spotkania są dla nas bardzo cenne z wielu powodów.

Każdy charcik włoski widząc taką przestrzeń zwykle nie może pohamować energii. Własny ogród, choćby nie wiadomo jak duży, szybko się nudzi, a przecież zwłaszcza młode charciki włoskie potrzebują nowych bodźców, doznań, zapachów. Bezsprzeczną zaletą takich spacerów jest bezpieczne wybieganie charcików. Zwykle umawiamy się wcześnie rano, kiedy nie ma jeszcze innych ludzi i psów, wybieramy miejsca na uboczu, gdzie z daleka widać, czy ktoś się zbliża. Dzięki temu można szybko reagować. Plaże są w miarę czyste, więc nie ma obawy, że charcik rozetnie łapę na rozbitej butelce. Psy ruch dawkują sobie same, a plaża, piasek i woda to świetna okazja do bezpiecznego biegania i utrzymania świetnej formy ścięgien, kości i mięśni – nie ma lepszej ochrony przeciw urazom, powtarzamy to od dawna. Wybiegany charcik włoski, to zdrowy i szczęśliwy pies.

Dla szczeniaków to świetna nauka, socjalizacja z innymi psami i ludźmi, a także możliwość odnalezienia się w większym stadzie. Nic zresztą nie zastąpi charcikowi zabawy z drugim charcikiem. Przez te wszystkie lata obserwowaliśmy już np. psy, które niespecjalnie lubiły wodę, a na naszych wspólnych spacerach (podglądając inne charciki) przekonały się do brodzenia w niej z własnej, nieprzymuszonej woli. Mamy też w drużynie pierwszą “zawodową pływaczkę”, która do wody wchodzi sama i po prostu płynie przed siebie.

Dla nas to wspaniała możliwość podglądania na żywo jak rosną i rozwijają się nasze charciki włoskie, a dla właścicieli naszych szczeniąt okazja do wymiany doświadczeń, informacji i charcikowych opowieści. Wspaniałe jest to, że pomiędzy niektórymi nawiązały się już prawdziwe przyjaźnie i wcale nie tylko my jesteśmy inicjatorami takich spotkań. Na ostatnich dwóch spacerach mieliśmy okazję spotkać się aż z dwunastoma szczeniakami w sumie z 7 naszych miotów – nie licząc oczywiście naszych własnych psów.