Szczeniak w nowym domu – oczekiwania vs rzeczywistość

Tegoroczny sezon szczeniaczkowy za nami. Zawsze jesteśmy w kontakcie z nowymi rodzinkami i jak zwykle po wydaniu maluchów do nowych domów dostajemy mnóstwo cudownych wiadomości. Ale wśród nich często w pierwszych dniach pojawiają się też różne obawy, co jest absolutnie zrozumiałe. On nie chce spacerować, nie zjada miski do końca, popiskuje, nie chce się bawić… Pomyślałam, że zanim mi to umknie, warto zebrać kilka rzeczy w jednym miejscu, nie jako instrukcję obsługi szczeniaka, ale jako próbę zderzenia pewnych oczekiwań z tym, co w pierwszych dniach przeżywa pies. Bo dla Was dzień odbioru szczeniaka jest najcudowniejszym dniem pod słońcem i początkiem czegoś wspaniałego, a dla niego niekoniecznie. Może ten tekst kilku z Was uspokoi, a kilku sprowadzi na ziemię.

„Nareszcie jesteśmy w domu!”

Tylko że on jeszcze nie wie, że to jego dom. Jego perspektywa jest taka, że właśnie ten dom stracił. I oczywiście nie każdy maluch będzie to przeżywał tak samo, ale te bardziej wrażliwe „egzemplarze” na pewno. Pierwszy płacz może pojawić się już w samochodzie, w drodze powrotnej i nie jest to nic dziwnego. Szczenię od urodzenia spędza praktycznie 24 godziny na dobę z mamą, rodzeństwem, innymi psami i ludźmi, których zna. Doskonale zna też zapach domu, jego odgłosy, rytm dnia, miejsca do spania i do zabawy. A nagle któregoś dnia ktoś zabiera go w zupełnie obce miejsce. I to właśnie dlatego przez pierwsze dni może być cichy, trochę wycofany, niepewny, może gorzej jeść, dużo spać i generalnie zachowywać się zupełnie inaczej niż charcik, którego poznaliście w hodowli. I to nie oznacza, że coś jest z nim nie tak. To zwykle bardzo szybko mija, tylko trzeba dać mu trochę czasu, żeby poczuł się jak u siebie.

„My już go kochamy”

Cudownie, ale on Was jeszcze nie kocha. Czekaliście na niego tygodniami, czasem miesiącami. Zakochaliście się już w chwili, kiedy pierwszy raz zobaczyliście jego zdjęcie. Każde kolejne oglądaliście po pięć razy i prawdopodobnie ustawiliście jakieś, jako tapetę w telefonie. Godzinami myśleliście nad imieniem i przygotowywaliście na tę okazję cały dom. Potem przyjeżdżacie po niego, a on nie rzuca się Wam w ramiona, może być nieufny i wcale nie chce siedzieć na Waszych kolanach. I to jest chyba jedna z najważniejszych rzeczy, o których często się zapomina. Nie jesteście jeszcze „jego ludźmi”. Jesteście totalnie obcymi osobami. Zaufanie i więź nie pojawiają się automatycznie wraz z podpisaniem umowy. Dajcie mu czas, żeby Was poznał. Żeby odkrył, że przy Was jest bezpiecznie, że może spać bez czuwania, że jedzenie zawsze się pojawia i że kiedy czegoś się przestraszy, może szukać u Was wsparcia. Miłość od pierwszego wejrzenia dotyczy zwykle tylko właściciela, a nie szczeniaka. I to też jest całkowicie normalne.

„Od jutra zaczynamy spacerki”

To jeden z tematów, z którymi właściciele zwracają się do nas najczęściej. „On nie chce chodzić na spacery”. Tylko pomyślcie, czym jest spacer dla szczeniaka, który właśnie zmienił cały swój świat. Samochody, ludzie, obce psy, zapachy, rowery, śmietniki, windy, klatka schodowa, szelki, smycz, hałas. I to wszystko z osobą, którą ledwo zna, a która oczekuje, że pójdziemy grzecznie na godzinny spacerek. Nawet jeśli to wszystko przerabiał już w hodowli, nie zmienia to faktu, że są to dla niego duże nowości. Te wszystkie zmiany to jest bardzo dużo dla tej małej główki. Naprawdę, na pełnowymiarowe spacery przyjdzie jeszcze czas.

Inną sprawą jest to, że nawet dla odchowanego charcikowego podrostka spacer po mieście to jest, umówmy się, dość wątpliwa atrakcja. Świat jest duży, przytłaczający, a Wasz maluch pewnie wolałby pobiegać luzem po znanej sobie trawce, w dodatku z najlepszymi kumplami z którymi się wychował. Dlatego po kilku wyjściach może pojawić się bunt i zapieranie na smyczy. Trzeba więc sprawić, żeby spacery zaczęły się psu kojarzyć pozytywnie. Weźcie piłeczkę, czy szarpak, smaczki, gryzaczki. Spotkajcie znajomego, stabilnego psa z którym będzie szansa się pobawić. Posiedźcie razem na trawie. Pozwólcie mu patrzeć, wąchać i poznawać otoczenie we własnym tempie. Sprawcie, żeby wyjście z domu oznaczało coś fajnego, a zobaczycie, jak szybko polubi Wasze wspólne wyjścia.

„W hodowli potrafił załatwiać się na zewnątrz”

No ale potem zmienił się cały interfejs. U nas szczeniak wstawał, biegł razem ze stadem przez konkretne drzwi i wychodził na konkretny ogród. Powtarzał ten sam schemat codziennie po kilka razy i miał wokół siebie kilkanaście psów pokazujących mu, co robić. W nowym domu może mieszkać na drugim piętrze, więc najpierw trzeba założyć szelki, przejść korytarzem, zjechać windą albo zejść po schodach, wyjść przed blok i znaleźć kawałek trawy w miejscu, którego kompletnie nie zna. Dla niego to zupełnie nowa sytuacja, którą musi dopiero połączyć z wcześniej poznaną zasadą. Dlatego po przeprowadzce bardzo często pojawia się regres. To wcale nie oznacza, że hodowca kłamał ani że pies nagle zapomniał, jak się robi siku na trawce. Trzeba go tylko nauczyć, jak ta sama zasada działa w jego nowym świecie. I ta nauka potrwa.

To tylko szczeniak

Pamiętaj, że z hodowli nie dostajesz „gotowego psa”, tylko dzieciaka, przedszkolaka. To taka trochę biała karta, którą od tej chwili w ogromnej części zapisujecie Wy, właściciele. Będzie robił głupie rzeczy, będzie czegoś nie rozumiał, będzie czegoś nie chciał (tak, bo pies też może czegoś nie chcieć), będzie się czegoś bał. Coś, co umiał wczoraj, jutro nagle przestanie istnieć. No niestety, jego beztroskie dzieciństwo w hodowli, kończy się w momencie zmiany domu. W nim bowiem będzie musiał przystosować się do zupełnie nowych warunków, innych zasad i często zbyt dużych oczekiwań jego nowych opiekunów. Potem przyjdzie dojrzewanie i prawdopodobnie jeszcze kilka razy będziecie się zastanawiać, kto podmienił Wam psa.

I chyba właśnie to jest najważniejsze, co chciałabym napisać po tych kilku intensywnych sezonach ze szczeniakami i ich ludźmi: pierwsze tygodnie nie mówią Wam, jakim psem będzie Wasz maluch. Nie oceniajcie go po trzech dniach. Nie próbujcie w tydzień „naprawić” wszystkiego, co Was niepokoi. Nie porównujcie go z dorosłym psem znajomych ani ze szczeniakiem z Instagrama. Dajcie mu czas, czas i jeszcze raz czas. Zapiszcie sobie w kalendarzu przypomnienie na „za miesiąc” i wtedy wróćcie do sprawy. Porównajcie zmiany, jakie zaszły przez ten czas i sami odpowiedzcie sobie na pytanie: czy było się czym niepokoić?

P.S. opisane wyżej kwestie zwykle nie dotyczą sytuacji, kiedy w nowym domu jest już charcik, bądź inny pies ❤︎