Przełom marca i kwietnia był dla nas niesamowicie intensywny. Równolegle z wydaniem do nowych domów dziesięciu szczeniąt, domknęliśmy jeden etap i natychmiast weszliśmy w kolejny. Logistyka, dokumenty, ostatnie rozmowy z rodzinami, pakowanie wyprawek, a w międzyczasie przygotowania do kolejnych porodów. I tak w ciągu ostatnich trzech tygodni powitaliśmy kolejne dwa mioty charcików włoskich: K-3 i L-3. Starsze szczenięta mają dziś dwa i pół tygodnia i właśnie otworzyły oczy, a młodsze są z nami od tygodnia.
Miot Ciszy
Ciszka nasza kochana do ostatniego dnia porodu, funkcjonowała dokładnie tak, jakby temat jej nie dotyczył. Czyli pełna forma i energia. To suczka, na której ciąża nie robi absolutnie żadnego wrażenia. Tym razem poszalała z wagami szczeniąt, bo urodziły nam się prawdziwe klocki. Dwie największe suczki w dniu porodu ważyły blisko 300 g, co w tej rasie nie zdarza się zbyt często. Miot jest przy tym bardzo zróżnicowany kolorystycznie, mamy trzy suczki oraz jednego samca.
Na ojca ponownie wybraliśmy dla Ciszy Kotleta, głównie ze względu na jej poprzedni miot z tym samcem, który naprawdę przepięknie się rozwinął. A jeśli coś bardzo dobrze działa, to nie lubimy tego zmieniać. Dzieciaki są bardzo silne i żywotne od pierwszych sekund życia. Właśnie zaczynają kolejny etap rozwoju, otworzyły oczy i lada moment zaczną się poważne eksploracje przestrzeni.





Miot Fanty
Ten poród zaczął się dokładnie w dniu, w którym wydawaliśmy do nowego domu jedno z maleństw, scenariusz, którego jeszcze nie przerabialiśmy, więc poziom emocji był, delikatnie mówiąc, podniesiony. Logistyka na granicy możliwości i dwa światy dziejące się równolegle, czyli pożegnanie i powitanie. Na szczęście Fancia to suczka, która rodzi spokojnie i w zasadzie sama ogarnia cały proces.
Na świecie powitaliśmy piątkę maluszków, trzy suczki i dwóch chłopaków: szare i izabelowate, już teraz zapowiadające się na małe kopie ojca. A tatą tego miotu został Raniu. To skojarzenie było dla nas dość oczywiste, rodzice to psy wyjątkowo zrównoważone, spokojne, takie charciki „bezobsługowe” w najlepszym możliwym znaczeniu tego słowa. Stabilne przewidywalne, dobrze odnajdujące się w codzienności. Po cichu liczymy, że przynajmniej część tych cech została przekazana dalej.







