Już dość dawno, bo chyba od co najmniej od dwóch lat nie pojawił się u nas tekst o wyprawkach dla maluchów, o co stale pytają nowi opiekunowie. A to temat, który wraca regularnie, zwykle w momencie, kiedy emocje związane z oczekiwaniem na szczeniaka zaczynają iść w parze z bardzo konkretnym pytaniem: co właściwie kupić na start, żeby nie zwariować i jednocześnie niczego nie przeoczyć.
U nas przez lata zmieniło się w sumie niewiele, oprócz tego, że dbamy o to, żeby w tej paczce dla szczeniaka znalazły się rzeczy jakościowe, takie, które są potrzebne na start, których my sami używamy przy charcikach włoskich i które z czystym sercem możemy polecić. Bo generalnie można byłoby napisać naprawdę długą listę rzeczy, które warto mieć, tylko że z doświadczenia wiemy jedno: większość takich list jest zupełnie przesadzona, a rzeczy dla charcika warto wybierać, kiedy pies jest już na miejscu, można go zmierzyć, popatrzeć co do niego pasuje i nie kupować niczego w ciemno.

W naszej szczeniaczkowej paczce znajdują się rzeczy, których sami używamy na co dzień przy naszych psach. Nie testowane przez tydzień, nie polecane, bo ktoś gdzieś je rozdaje za darmo, tylko sprawdzone w praktyce. Jeśli coś trafia do wyprawki, to dlatego, że przeszło wcześniej naszą próbę.
Podstawą jest oczywiście jedzenie. Dokładnie to samo, które dostaje całe nasze stado i które szczenięta znają od pierwszych tygodni życia. W zależności od wieku malucha, wychodzi on do nowego domu albo jeszcze na starterze, albo już na karmie docelowej, tak, żeby przejście było możliwie płynne i bez niespodzianek po stronie przewodu pokarmowego. To jeden z tych elementów, przy których naprawdę nie warto kombinować na początku.

Do tego dochodzi zestaw suplementów, które stosujemy u naszych psów na co dzień. Nie jako magiczne rozwiązanie na wszystko, tylko jako uzupełnienie tam, gdzie ma to uzasadnienie. Nowi opiekunowie dostają dokładnie to, co faktycznie jest używane, razem z informacją, jak i kiedy to stosować, żeby miało to sens.
Są też kostki do gryzienia, czy smaczki treningowe, bo prędzej czy później każdy dochodzi do momentu, w którym odkrywa, że współpraca z charcikiem włoskim opiera się na bardzo konkretnych negocjacjach. A dobrze dobrana „waluta” potrafi zdziałać naprawdę dużo ^^. I pamiętamy oczywiście, że ze smaczkami nie przesadzamy!
W wyprawce nie brakuje również akcesoriów pielęgnacyjnych. I tu znowu chodzi o rzeczy, które faktycznie się przydają, a nie leżą potem nieużywane. To samo dotyczy kosmetyków, wybieramy takie, które są bezpieczne, sprawdzone i po prostu działają.

Są też oczywiście zabawki, ale nie przypadkowe. Tylko raczej takie, które przetrwały test charcikowych zębów. Nie może oczywiście zabraknąć szarpaka, czy mięciutkiego, papisiowego legowiska, w którym można się zwinąć w kulkę i zakopać.
Do tego dochodzą rzeczy zupełnie podstawowe, jak miseczka, podkłady, czy Chartbeat’owy kocyk z zapachem naszego domu. Całość jest pomyślana tak, żeby nowy opiekun nie musiał w pierwszych dniach kompletować wszystkiego od zera i zastanawiać się, co kupić na już. Nie zdradzamy tu wszystkich szczegółów, bo przecież wyprawka ma być tez mini niespodzianką.


